Sósíalistaflokkurinn
O zamieszaniu pojęciowym i ucieczce od -izmów

Wiadomość

25 marca 2020

O zamieszaniu pojęciowym i ucieczce od -izmów


Niezmiernie się zdziwiłem, otwierając Facebooka przedwczoraj.

„Socjalizm nie jest odpowiedzią” – mówi Helgi Hrafn Gunnarsson, poseł Piratów – „ani na COVID, ani na zmiany klimatyczne, ani na ubóstwo.”

Albert Svan, jego kolega partyjny, zgadza się:

„Zgadzam się, ponieważ -izmy są obecnie zbyt obciążone wartościami i czarno-białe. Mimo to należy przyjąć za punkt odniesienia, że większość podstawowych filarów działa najlepiej, jeśli są zarządzane na warunkach społeczeństwa, któremu mają służyć, a nie z perspektywy rentowności. Nie ma żadnego „-izmu” w zdrowym rozsądku.”

W tym miejscu w większości zgadzam się z Albertem. Ale Helgi Hrafn błądzi we mgle i mroku.

Nigdy nie uważałem go za lenia umysłowego i dlatego muszę przyznać, że jego naiwna deklaracja nieco mnie uderzyła. Poczułem nieprzyjemny powrót do wspomnień z dzieciństwa w murach instytucji religijnej, słysząc sformułowanie: „Socjalizm nie jest odpowiedzią.” Ledwo mogę zliczyć, ile rzeczy „nie było odpowiedzią” na niedzielnych nabożeństwach w kościele; alkohol, narkotyki, diabelski rock, seks przedmałżeński, humanistyczny światopogląd, teoria ewolucji i tak dalej. Ale co w takim razie było odpowiedzią? Oczywiście, Jezus. Śpiewaliśmy o tym piosenkę André Croucha. Jezus był drogą, prawdą i życiem.

Socjaliści nie postrzegają socjalizmu jako drogi, prawdy i życia. Ci, którzy uważają, że socjaliści to sekta religijna, która co tydzień śpiewa hymny z wizerunkiem Marksa na czerwonym ołtarzu, stworzyli sobie zabawną fantazję, ale jest ona tak samo zgodna z prawdą, jak historia o tym, że brytyjska rodzina królewska składa się z ludzi-jaszczurów.

Socjalizm nie jest przekonaniem religijnym, lecz zasadą. Bycie socjalistą to zajęcie stanowiska po stronie pozbawionych własności i przyjęcie prostego stanowiska, że wszyscy w społeczeństwie powinni mieć możliwość wniesienia tego, co mogą, i otrzymania tego, czego potrzebują. Koncepcje realizacji są niemal tak zmienne, jak wielu jest socjalistów, ale oczywiście zgadzają się co do pewnych rzeczy; np. że podstawowe usługi, takie jak opieka zdrowotna, edukacja i dostawy energii, nie powinny znajdować się w rękach prywatnych i nie powinny być prowadzone z myślą o zysku.

Albert Svan jest, zgodnie z tą definicją, socjalistą.

I oczywiście ma rację, że nie ma żadnego „-izmu” w zdrowym rozsądku (jeśli chodzi o pisownię), ale powyższa zasada socjalizmu opiera się na zdrowym i naukowo-społecznie uzasadnionym wniosku, że zjawiska takie jak nierówność i brak równowagi władzy z powodu koncentracji własności są nie tylko niesprawiedliwe, ale wręcz czynią społeczeństwa bardziej niestabilnymi i brutalnymi. Przyjęcie, że wszyscy mają prawo do godnego życia bez konieczności udowadniania swojej wartości bezdusznemu systemowi rynkowemu, jest w rzeczywistości znacznie bardziej umiarkowaną ideą niż przeciwna; że wartość wymienna jest miarą wszystkich rzeczy.

Jeden z moich bohaterów w dziedzinie pisarstwa i występów komediowych rzucił absurdalną tezę o socjalizmie jako religii bez żadnego uzasadnienia w świecie tweetów, i musiałem dosłownie przeczytać ten post cztery razy, zanim mogłem go w pełni przyswoić:

„co socjalizm i religia mają wspólnego:

Opierają się na pismach, które są zarówno przestarzałe, jak i pełne sprzeczności, i stają się kwestią interpretacji

nieustannie rodzą „ortodoksyjne grupy”

komuniści i socjaldemokraci są jak Kościół katolicki i luteranizm”

To jest rzeczywiście bardzo zabawny tweet, ale o jakim socjalizmie mówi Jón Gnarr?

Jestem bardziej przyzwyczajony do widywania takiej argumentacji ze strony przeciwników feminizmu, którzy biorą jedną lub dwie skrajne manifestacje ideologii i na ich podstawie uogólniają. „Feministki to zgorzkniałe nienawistniczki mężczyzn.” To stwierdzenie może dotyczyć niektórych, którzy nazywają siebie feministkami, ale gorycz i nienawiść do mężczyzn nie są tym, na czym polega feminizm. W ten sam sposób niewątpliwie istniały odgałęzienia socjalizmu, które poszły w złym kierunku – stalinizm jest dobrym przykładem religii, w której czczony jest człowiek – ale ten, kto patrzy na losy Związku Radzieckiego i na ich podstawie wnioskuje, że nierówność jest w porządku, ma kilka luźnych śrubek w głowie.

Tak, a co z kapitalizmem? Osobom o poglądach rynkowych przez lata udawało się przedstawiać swoje idee jako swego rodzaju nauki ścisłe, ale neoliberalizm jest po prostu podejściem polegającym na ułatwianiu drogi właścicielom majątku poprzez obniżki podatków, brak nadzoru i inne udogodnienia w wierze (tak: wierze!), że doprowadzi to do ogólnego dobrobytu. Fakt, że to nigdy się nie sprawdziło, w żaden sposób nie osłabił zapału religijnego uczniów.

Wszystkie poprawy warunków życia, które osiągnęli pracownicy, są wynikiem ich walki przeciwko dominacji kapitału. Rynek może generować wzrost gospodarczy, ale tylko walka robotnicza może stworzyć równość. Dlatego fala neoliberalizmu ostatnich czterech dekad doprowadziła do ogromnych zysków klasy posiadającej i stagnacji płac pracowników. To nie jest przekonanie religijne, lecz wynik licznych badań. Należy zatem wnioskować, że teoria okruchów prawicy jest tak samo wiarygodna jak złote tablice Josepha Smitha, ale w umyśle Helgiego Hrafna to nie kapitalizm jest źle przemyślany, lecz sprzeciw wobec niego.

On mówi: „To prymitywne i nadmiernie uproszczone podejście do polityki, zakładać, że społeczeństwem należy kierować według jednego konkretnego -izmu. Dobre modele społeczne to koktajl z różnych kierunków, w tym socjalizmu, kapitalizmu i innych.”

Z tego dodatku wnioskuję, że Helgi przynajmniej uznaje prostą prawdę, że kapitalizm nie jest prawem natury, lecz ideologią, i to dobrze. Ale też nie jest tak, że jego pomysł na gospodarkę mieszaną szokuje socjalistów. Wydaje mi się, że Helgi nie opiera swojej idei typowego socjalisty na nikim, kogo znam. Sam Marks nigdy nie mówił o tym, że wszystko powinno być zarządzane przez społeczeństwo według jednej metodologii, i to głównie wspomniani staliniści (gatunek, który w większości wymarł w szeregach socjalistów między 1956 a 1991 rokiem) chcą, aby wszystko było zarządzane przez państwo. Socjalista, w umyśle Helgiego Hrafna, to nie Jeremy Corbyn czy Sanna Magdalena, lecz Marteinn Mosdal.

Tutaj wydaje mi się, że moi bracia w walce z korupcją, Albert, Jón i Helgi, zgubili kompas i zabłądzili w gąszczu pojęć. Albert ma więcej racji niż pozostali dwaj, ale jego kazuistyka dotycząca -izmów nie jest ani pomocna, ani dobrze przemyślana. Pisałem o tej ucieczce od -izmów prawie trzy lata temu i podtrzymuję argumenty, które przedstawiłem w tamtym artykule. Poniższe cytaty są tutaj bardzo trafne:

„Każdy ma punkt widzenia. Dlatego w najlepszym wypadku jest to pretensjonalna samochwała, a w najgorszym nieuczciwe lenistwo umysłowe, deklarowanie, że nie wyznaje się żadnego -izmu ani nie jest się żadnym -istą.”

„Nazywanie siebie -istą to deklarowanie świadomego stanowiska. Problem w tym, że najpierw trzeba się oświecić, a to jest kłopot. Trzeba po prostu zdecydować, czy większym kłopotem jest czytanie rzeczy z otwartym umysłem, czy godzenie się z niesprawiedliwością.”

Zanim z pompą stwierdzi się, że socjalizm nie jest odpowiedzią na kryzysy współczesności, warto trochę poczytać o tym, czym jest, a czym nie jest. Po tej lekturze Jón, Albert i Helgi najprawdopodobniej dojdziemy do wniosku, że przez cały czas się zgadzaliśmy.