Sósíalistaflokkurinn
Feminizm dla 99 procent – Manifest

Wiadomość

18 czerwca 2019

Feminizm dla 99 procent – Manifest


Feminism of the 99% to ruch oddolny radykalnych feministek, który wyłonił się z Marszu Kobiet przeciwko polityce i wyborowi Donalda Trumpa, i które łączy przekonanie, że ucisk kobiet krzyżuje się z uciskiem klasowym, rasizmem, wrogością wobec imigrantów i innymi formami ucisku, oraz że ucisku kobiet nie można wyjaśniać wyłącznie płcią. W lutym 2017 roku Nancy Fraser, Tithi Bhattacharya i Cinzia Arruzza opublikowały artykuł pod tym tytułem w Viewpoint Magazine, Feminism of the 99%, i od tego czasu pojęcie to zjednoczyło radykalne feministki w opozycji do głównego nurtu feminizmu współczesnego, który ignorował sytuację wielu kobiet; kobiet nisko opłacanych, ubogich, imigrantek i innych kobiet doświadczających ucisku wynikającego ze splotu ucisku kobiet i ucisku opartego na rasizmie, imperializmie i kapitalizmie. Wiosną ukazała się książka pod tym samym tytułem, rodzaj apelu do 99% kobiet o bardziej radykalny feminizm, coś, co łatwo można by nazwać feminizmem socjalistycznym.

Oto przedmowa do książki w luźnym tłumaczeniu:

[Image: image]

Lew na drodze

Wiosną 2018 roku Sheryl Sandberg, dyrektor operacyjna Facebooka, poinformowała świat, że „byłoby nam znacznie lepiej, gdyby połowa wszystkich krajów i firm była zarządzana przez kobiety, a połowa wszystkich domów przez mężczyzn.” Dodała również, że „nie powinniśmy ustawać w wysiłkach, dopóki ten cel nie zostanie osiągnięty”. Jako jedna z głównych orędowniczek feminizmu korporacyjnego (ang. corporate feminism), Sandberg zyskała już reputację (i pieniądze), zachęcając kobiety do „lean in” na spotkaniach zarządów firm. Jako była szefowa sztabu Larry’ego Summersa – człowieka, który deregulował Wall Street – nie miała żadnych oporów przed udzielaniem takich rad. Aktywne uczestnictwo i osiąganie sukcesów w biznesie miało być złotą drogą do równości płci.

Tej samej wiosny radykalny strajk feministyczny sparaliżował Hiszpanię. Wraz z ponad pięcioma milionami ludzi, którzy wspierali je podczas demonstracji. Organizatorzy dwudziestoczterogodzinnego huelga feminista wezwali do „społeczeństwa wolnego od ucisku kobiet, wyzysku i przemocy...”. Wezwały do „buntu i oporu przeciwko sojuszowi patriarchatu i kapitalizmu, który chce, abyśmy były posłuszne, uległe i ciche.” Gdy słońce zachodziło nad Madrytem i Barceloną, strajkujące feministki oświadczyły, że „8 marca krzyżujemy ręce i zakłócamy całą produkcję, ekonomiczną i biologiczną”. Oraz że nie „zaakceptują gorszych warunków pracy ani niższych płac niż mężczyźni za tę samą pracę.”

Te dwa głosy reprezentują dwie różne i niekompatybilne ścieżki dla ruchu feministycznego. Jedna ścieżka obejmuje zwolenniczki Sandberg: które postrzegają feminizm jako służebnicę kapitalizmu. Chcą świata, w którym zarządzanie wyzyskiem w miejscu pracy i uciskiem w społeczeństwie jest równo dzielone między płcie klasy panującej. To niezwykła wizja równych szans na ucisk. Która prosi, w imię feminizmu, zwykłych ludzi, aby byli wdzięczni, że to kobieta, a nie mężczyzna, rozbija ich związki zawodowe, wysyła drony, by zabić ich rodziców, lub zamyka ich dzieci w klatkach na granicy. W przeciwieństwie do liberalnego feminizmu Sandberg, organizatorzy huelga feminista mają na celu zakończenie kapitalizmu, systemu, który tworzy szefów, granice i drony, które je chronią.

Stoimy na rozdrożu, w obliczu tych dwóch wizji feminizmu, a nasz wybór będzie miał ogromne konsekwencje dla ludzkości. Jedna ścieżka doprowadzi do planety w dymiących ruinach, gdzie życie ludzkie będzie tak nędzne, że będzie graniczyć z nierozpoznawalnością – jeśli w ogóle będzie mogło przetrwać. Druga ścieżka prowadzi do globalizacji, która zawsze była obecna w najbardziej ambitnych snach ludzkości: sprawiedliwego świata, w którym bogactwo i zasoby naturalne są dzielone między wszystkich, a równość i wolność są punktem wyjścia, a nie celem.

Różnica nie mogłaby być bardziej oczywista. Ale to, co czyni ten wybór pilnym dla nas teraz, to fakt, że żadna prawdziwa droga pośrednia nie jest możliwa. Za ten brak opcji możemy podziękować neoliberalizmowi: tej wyjątkowo agresywnej, finansjalizowanej formie kapitalizmu, która dominowała przez ostatnie czterdzieści lat. Po zatruciu atmosfery, wyśmianiu wszelkich prób demokratycznych, zepchnięciu wszystkiego, co społeczne, na skraj przepaści i poważnym pogorszeniu warunków życia większości ludzi, ta forma kapitalizmu sprawiła, że stawka we wszystkich ruchach społecznych stała się znacznie większa i poważniejsza – w rzeczywistości przekształciła skromne wysiłki w zaciętą walkę na śmierć i życie. W takich okolicznościach czas na siedzenie na uboczu minął, a feministki muszą po prostu zająć stanowisko: czy będziemy nadal dążyć do „równych szans na ucisk”, podczas gdy ziemia płonie? Czy też raczej przemyślimy sprawiedliwość płci w sposób antykapitalistyczny – co wyprowadzi nas z obecnego kryzysu do nowego społeczeństwa.

Ten manifest wspiera drugą ścieżkę, drogę, którą uważamy za zarówno konieczną, jak i realistyczną możliwość. Powodem, dla którego antykapitalistyczny feminizm jest dziś możliwy, jest w dużej mierze to, że wiarygodność elit upada na całym świecie. Upadek ten obejmuje nie tylko partie centrolewicowe i centroprawicowe, które głoszą neoliberalizm – obecnie jedynie cień samych siebie, spotykający się z wrogością – ale także feministki korporacyjne w stylu Sandberg – ich „postępowa” maska opadła. Liberalny feminizm przeżył swoje Waterloo w wyborach prezydenckich w 2016 roku, kiedy to rozdmuchana kandydatura Hillary Clinton nie zdołała porwać wyborczyń. Z dobrego powodu: Clinton była ucieleśnieniem głębokiej i poszerzającej się przepaści między awansem elitarnych kobiet na najwyższe stanowiska a postępem w życiu ogromnej większości.

Porażka Clinton jest naszym przebudzeniem. Ujawniła bankructwo liberalnego feminizmu i otworzyła drogę dla wyzwania ze strony lewicy. Upadek liberalizmu tworzy próżnię, w której mamy możliwość zbudowania innego feminizmu: feminizmu, który inaczej definiuje, co jest kwestią feministyczną, inną pozycję klasową, inne zainteresowania – który jest radykalny i dąży do zmian.

Ten manifest jest naszą próbą ogłoszenia „innego” feminizmu, o którym mowa. Nie szkicuje się tu wyimaginowanej utopii, lecz wytycza drogę do sprawiedliwego społeczeństwa. Naszym celem jest wyjaśnienie, dlaczego feministki powinny wybrać drogę strajków feministycznych, dlaczego musimy połączyć siły z grupami antykapitalistycznymi i innymi krytykującymi system, oraz dlaczego nasz ruch musi być feminizmem dla 99 procent. Tylko poprzez połączenie się z antyrasistami, ekologami, liderami związkowymi i działaczami na rzecz praw uchodźców feminizm może sprostać wyzwaniom współczesności. Wyraźnie odrzucając dogmaty „lean in” i feminizm 1 procenta, nasz feminizm może stać się drogowskazem dla wszystkich.

Nowa fala radykalnych ruchów feministycznych i aktywizmu daje nam odwagę do rozpoczęcia tego przedsięwzięcia. To nie jest feminizm korporacyjny, który był katastrofą dla pracujących kobiet i teraz traci całą wiarygodność, ani też „feminizm mikrokredytowy”, który twierdzi, że „wzmacnia” kobiety na Południu, pożyczając im niewielkie środki. To, co daje nam nadzieję, to raczej międzynarodowe strajki feministek i kobiet w latach 2017 i 2018. To właśnie te strajki – i coraz lepiej zorganizowane ruchy, które wokół nich powstają – dostarczyły inspiracji, która stała się feminizmem dla 99 procent.

Cinzia Arruzza Tithi Bhattacharya Nancy Fraser