Sósíalistaflokkurinn
Straszny czas, to, co pozostaje, to bezbronność i beznadzieja

Wiadomość

23 lutego 2019

Straszny czas, to, co pozostaje, to bezbronność i beznadzieja


Laufey Ólafsdóttir, koordynatorka Pepp w Islandii, organizacji ludzi żyjących w ubóstwie, przeczytała krótkie historie ludzi, którzy żyli w ubóstwie od Marszu Głodu. Można je przeczytać tutaj:

„Często zdarzało się, że nie miałam pieniędzy ani jedzenia. Pewnego razu pod koniec miesiąca jedyną rzeczą w domu była mała puszka owoców w syropie. Otworzyłam ją i wlałam sok do połowy butelki, uzupełniłam wodą i dałam dziecku.”

„Mam wszelkiego rodzaju systemy, aby małe pieniądze wystarczyły na cały miesiąc, ale żaden z tych systemów nie może przewidzieć nieoczekiwanych wydatków, np. jeśli ktoś zostanie ranny, zachoruje, dostanie bólu zęba, potrzebuje nowych okularów, butów, odzieży zimowej.... lista jest nieskończona. Takie rzeczy wszystko psują, powodując, że pieniądze przeznaczone na jedzenie na dany miesiąc wyparowują w jednej chwili.”

„Mówi się nam, że siła nabywcza najniższych płac wzrosła, że nigdy nie mieliśmy się lepiej. My, którzy żyjemy z niskich dochodów, w ogóle tego nie znamy. Odczuwamy każdą koronę, która dodaje się do naszych miesięcznych wydatków, i czujemy, jak każdy miesiąc się wydłuża, im dłużej trwa marsz głodu. Ostatni tydzień każdego miesiąca jest jak dodatkowy miesiąc. Tydzień, w którym musimy polegać na darach żywnościowych, pożyczkach, dobroci innych, albo po prostu na powietrzu.”

„W 1960 roku byłam samotną matką z trójką dzieci. W ostatnich dniach miesiąca, gdy kończyły się pieniądze, skyr był jedyną rzeczą, jaką mogłam im kupić. Było to najtańsze jedzenie, jakie można było dostać. Dzieci oczywiście znudziły się tym, że zawsze był skyr na obiad. Na początku miesiąca zainwestowałam więc w kilka butelek barwnika spożywczego, więc kiedy nadszedł czas głodu, dodawałam różne kolory do skyru. Potem dzieci zawsze były bardzo podekscytowane, idąc jeść. Jaki skyr będzie na obiad wieczorem. Czerwony... zielony... niebieski....”

„Bezbronność wynikająca z pustego konta bankowego jest absolutna. Kiedy wszystkie rachunki są na zero, wiesz, że nic nie może się wydarzyć. Nikomu niczego nie może brakować, nic nie może się skończyć. Jesteś bezsilny wobec najmniejszych zdarzeń. Najgorsze jest to, że nie zrobiłeś nic złego, aby znaleźć się w tej sytuacji.”

„Bycie biednym jest drogie. Jeśli nie stać cię na zapłacenie rachunku, zapłacisz go później z naliczonymi odsetkami. Im dłużej musisz zwlekać z płatnością, tym wyższy będzie rachunek i tym trudniej będzie go zapłacić. To powoduje, że ludzie, którzy długo żyją w ubóstwie, nigdy nie mogą się z niego wydostać. Za każdym razem, gdy na konto wpływa coś „dodatkowego”, idzie to na spłatę drastycznie rosnących odsetek od zaległych rachunków. Firmy windykacyjne są utrzymywane z pieniędzy biednych ludzi, a państwo i samorządy zapewniają im klientów. To jest szalony system i oczywiście odwrócony. To tak, jakby kazać komuś się powiesić i obciążyć go za linę.”

„Zdarzyło mi się, że po zapłaceniu wszystkich rachunków na początku miesiąca zostawało mi 10-20 tysięcy koron. To był straszny czas, ale to, co pozostaje, to bezbronność i beznadzieja. Nie możesz nigdzie szukać pomocy. Wszystkie instytucje, które powinny ci pomóc, wzruszają ramionami. Niektóre oferują coś, z czego nie możesz skorzystać, inne tak mało, że ledwo wystarcza ci to na dzień. Jesteś całkowicie sam i nikogo to nie obchodzi.”

„Zostało 10 dni do końca miesiąca, a ty trzymasz się ostatniego tysiąca koron. Twoja córka pyta, czy może iść na szkolny bal. Kosztuje „tylko” tysiąc koron. Podajesz jej go i myślisz, że jakoś się ułoży. W rzeczywistości byłaś po prostu wdzięczna, że masz ten tysiąc koron, żeby jej dać. Łatwo mógłby już go nie być. Cieszysz się, że to nie była wycieczka za 3000 koron. Dlaczego te wydarzenia zawsze są pod koniec miesiąca?”

„Wszystko kosztuje pieniądze. Wyjście z domu kosztuje pieniądze. Nigdzie nie dotrzesz. Jazda autobusem kosztuje, więc musisz zrezygnować z wyjścia poza swoją dzielnicę. Spacer jest podobno darmowy, ale jeśli wszystkie swoje podróże odbywasz pieszo, bo nie masz samochodu, to spacer nie jest przyjemnością, lecz obowiązkiem. Spacerowanie dla przyjemności to przywilej.”

Zdjęcie: Laufey Ólafsdóttir z Pepp Islandia, organizacji ludzi żyjących w ubóstwie, czyta historie podczas Marszu Głodu. –Zdjęcie: Spessi