Sósíalistaflokkurinn
Smród gówna

Wiadomość

22 września 2017

Smród gówna


W inscenizacji Otella w Teatrze Narodowym Maur był cały w gównie po tym, jak musiał ukrywać się w latrynie. Krytyk teatralny Jón Viðar nie widział żadnej wartości w tym błazeństwie, ale wydawało mi się, że dostrzegam ukryte przesłanie. Maur był zazdrosny i paranoiczny i nic nie jest tak odpychające w zachowaniu człowieka jak rozpacz i małostkowość. Coś pierwotnego i fizycznego ciągnie człowieka w przeciwnym kierunku.

Człowiek jest w podobny sposób uwarunkowany swoim instynktem samozachowawczym, aby unikać smrodu gówna. Tam, gdzie nie ma nic poza samym błotem, człowiek z rozsądkiem nie ma po co iść, niezależnie od tego, czy chodzi o rurę kanalizacyjną, czy bagno. To drugie jest tym, co gazeta z Monachium nazwała naszym systemem rządzenia, ale to pierwsze jest dokładniejszą analogią. Żyjemy w potężnym smrodzie fekaliów.

Zapach, który tak bardzo uderza nas w nozdrza, że się dławimy i nie możemy go znieść, jest jedyną rzeczą, która może obalić rząd. Weźmy na przykład Bjarniego Benediktssona. Człowiek miał tajne konto offshore. Tajne! Konto offshore! Czy zrezygnował, gdy to wyszło na jaw? Czy inne partie odmówiły współpracy z nim? Czy poparcie dla jego partii spadło? Nie, nie i nie. Dlaczego, na litość boską, nie? Ponieważ nie było od niego smrodu gówna. Jego wyziewy były bezwonne i bez smaku, powodując senność i otępienie. Był to tlenek węgla. Sigmundur Davíð to była inna historia...

Cofnijmy się w czasie do niedzielnego wieczoru, o którym Islandczycy starali się jak najlepiej zapomnieć. Widzimy naszego premiera z Partii Postępu z trudem łapiącego oddech na dźwięk słowa Wintris i tracącego poczucie własnej wartości, gdy kamera oddala się z zbliżenia, a jego mowa ciała staje się widoczna. Kładzie ręce na udach, jakby chciał się utrzymać w pozycji pionowej, i gubi się w swojej znajomości angielskiego. To nie konto offshore Sigmundura go obaliło. To była rozpacz, która emanowała od niego w tym wywiadzie. To był smród gówna.

Czy możemy to ująć w ten sposób, że Sigmundur Davíð cierpiał z powodu tego, że potrafił się wstydzić? Może. Może nie. Ale upadek księcia Engeyjar jest pod tym względem jeszcze gorszy. Rozpacz, małostkowość i chroniczna postawa obronna Sigmundura bledną w porównaniu z tym, gdy smród gówna dopadł Bjarniego. Nadużycia finansowe są źle widziane, ale potrzebny był pedofil związany z partią, aby uniemożliwić Bjartri Framtíð dalsze przebywanie w toalecie z premierem.

Czy tak ma być? Czy mamy patrzeć, jak ojciec najwyższego urzędnika narodu pisze rekomendację dla notorycznego mordercy, a partia spieszy się, by to zatuszować, tak aby sytuacja stała się dla nas nie do zniesienia? Niestety, tak mi się wydaje. A co gorsza; gdy uderza w nas upokorzenie z powodu międzynarodowego nagłośnienia tej sprawy, niektórzy z nas reagują, strzelając do posłańca. „Piraci oczerniają kraj i naród!” krzyczą do telewizora. Ten ma zapach, kto pierwszy go poczuje! Ha, ja?! Nie, ty!

Cóż, teraz przynajmniej pozbyliśmy się tej całkowicie skorumpowanej partii raz na zawsze. Smród gówna o to zadbał.

Czyż nie?

Ktoś...?

Símon Vestarr