
Wiadomość
14 maja 2017Późny kapitalizm: Odzyskiwanie swojego życia
Część pierwsza: Odzyskiwanie swojego życia – rozum i logika
Chciałbym tutaj przedstawić obraz tego, jak późny kapitalizm wpływa na język, myślenie i emocje. Świadomość tego tematu jest niezbędna nie tylko dlatego, że demokracja jest zagrożona, ale także system opieki społecznej i podstawowe prawa człowieka. Ważne jest, aby zaznaczyć, że nie krytykuje się tutaj kapitalizmu – jedynie jego neoliberalną formę wolnego handlu, czyli późny kapitalizm, który nadaje temu systemowi gospodarczemu swego rodzaju totalitaryzm w społeczeństwie ludzkim i będzie sprzeczny ze wszystkimi ideałami wolności. Często zakłada się, że jesteśmy wolni i żyjemy w wolnym społeczeństwie. Warunkiem bycia wolnym jest świadomość własnych wyborów lub wyborów dokonywanych przez innych w naszym imieniu. Demokracja, w której powinniśmy żyć, opiera się między innymi na wolności wyboru, kto i jaka ideologia ma rządzić. Politycy mają teraz możliwość sprzedania tej wolności wyboru swoich obywateli, a tym samym demokracji – lub nie. Ostatnia debata na temat socjalizmu na Islandii jest wyraźnym znakiem, że ludzie zaczęli dostrzegać to zagrożenie, i to dobrze.
Aby podać przykład, losowo wybrałem raport firmy finansowej GAMMA,Infrastructure Investment in Iceland(2016). Odwołuję się do tego dokumentu, ponieważ najjaśniej wyraża on ducha, o którym mowa. Raport jest w języku angielskim, choć dotyczy islandzkich instytucji państwowych. Można przypuszczać, że raport ma na celu przyciągnięcie zarówno zagranicznych korporacji, jak i islandzkich urzędników.
***
Propaganda, która zabarwia raport, jest taka sama jak ta stosowana przez neoliberałów (apostolat neoliberalizmu) ogólnie. Opiera się na zakorzenionym dualizmie, że rozum i emocje są oddzielnymi kategoriami. W tej retoryce często spotyka się pojęcia takie jak rozum, racjonalność i logika, gdy chodzi o ich rządy. Owocem takiego zarządzania jest tak zwany wzrost gospodarczy i stabilność gospodarcza, postęp, rozwój i wzrost są tu wymieniane, podczas gdy przeciwnicy tworzą chaos i niszczą. Przeciwnicy są emocjonalni i nienaukowi; oddanie im sterów zapowiada chaos gospodarczy, bezrobocie. Siły prawicowe często opierają się na filozofii reklamy, jeśli chodzi o rozpowszechnianie przesłania: powtarzaj to wystarczająco często. Dobrym przykładem jest propaganda wzrostu gospodarczego, która jest powtarzana wokół wszystkich rozmów o umowach o wolnym handlu. Faktem jest, że takie umowy przyniosą mniejszy wzrost gospodarczy niż ten, który mamy, i zwiększą bezrobocie oraz różne problemy społeczne. Na przykład, Wielka Brytania, Niemcy i Stany Zjednoczone osiągnęły największy wzrost gospodarczy za barierami celnymi (Ha-Joon Ghang 2017).
Warto wspomnieć, że sama nauka podważyła dualizm rozumu i emocji już jakiś czas temu. Antonio Damasio (Błąd Kartezjusza, 2005) i inni neurobiolodzy i neuropsycholodzy wykazali, że ludzki mózg działa wręcz odwrotnie. Racjonalne myślenie opiera się na emocjach; uszkodzenie ośrodków emocjonalnych pozbawia ludzi zdolności do logicznego myślenia. Racjonalne myślenie nie jest tym, na czym opierał się stary dualizm. Ci, którzy pierwsi osiedlili się na Islandii, wierzyli, że człowiek myśli sercem. Ostatnie lata nauki pokazały, że mieli rację.
Neoliberałowie wiedzą, że człowiek jest istotą emocjonalną. Gdyby człowiek był istotą racjonalną, ani reklamy, ani propaganda nie działałyby. Przesłanie jest proste: w świetle tego kapitał ma władzę nad ludźmi, a wyjście musi polegać na świadomości tej władzy systemu nad emocjami. W duchu dwulicowości, czyli podwójnej moralności, nieustannie odwołuje się do tak zwanego człowieka ekonomicznego (homo oeconomicus) Adama Smitha. Człowiek jest przedstawiany jako istota w pełni racjonalna, która robi tylko to, co jest dla niej najlepsze, kupuje tylko to, co jest dla niej najlepsze i rozsądnie myśli o sobie i własnym interesie. Są to oczywiście dobre argumenty dla prywatnej inicjatywy, aby uwolnić się od odpowiedzialności społecznej. Atli Harðarson krytykuje, że w „Örlagaborgin” Einara Má Jónssona (2012) ten pogląd na człowieka jest traktowany zbyt dosłownie, człowiek ekonomiczny jest tylko „modelem jednej strony istnienia” i nikt nie mówi, że człowiek nie ma też innych stron (Þjóðmál 2012, 8:81). Błąd myślowy Atliego polega na tym, że decyzje dotyczące coraz większej liczby aspektów społeczeństwa ludzkiego są podejmowane na podstawie tego poglądu na człowieka. Dlatego należy traktować to poważnie.
Teraz do raportu GAMMA. Odwołuje się do historycznych argumentów za prywatną inicjatywą. W czasach Cesarstwa Rzymskiego prywatna inicjatywa kwitła, na przykład w budowie dróg. Po drugie, Margaret Thatcher jest wychwalana jako wielka zbawicielka brytyjskiej gospodarki (str. 22). Tutaj kontekst historyczny jest ignorowany; warunki i system rządów wśród Rzymian były zapewne zupełnie inne niż w dzisiejszym globalnym systemie rynkowym. Thatcher jest nadal pamiętana; powiedziała: „There is no such thing as society”, została nazwana „najbardziej znienawidzonym politykiem w historii Anglii”. Wydaje mi się, że sedno od razu tu przebija; GAMMA chce być jak Cesarstwo Rzymskie – metodologia jest Thatcherowska.
Raport GAMMA na pierwszy rzut oka jest zbudowany jak praca akademicka i obszernie omawia błyszczącą gospodarkę Islandii, aby przyciągnąć zagranicznych inwestorów. Najważniejszym argumentem za zwiększonym udziałem prywatnych firm w instytucjach publicznych jest po pierwsze to, że jest to „trend, on a world wide scale” (str. 20), oraz że „governments are constantly seeking out new ways of financing infrastructure...a common practise is to turn to market solutions” (str. 22). Jest to ważny punkt retoryczny, który odwołuje się do emocji urzędników, że Islandczycy nie mogą zostać w tyle, tak robią wszyscy inni, musimy podążać za modą.
Pierwszym błędem jest nazywanie dwustuletniego ducha „trendem”, a fakty są tu manipulowane w taki sposób, że nie wspomina się o wszystkich katastrofalnych przykładach, jakie takie zaangażowanie lub przejęcie instytucji państwowych przez prywatne firmy miało w różnych krajach w ciągu ostatnich stuleci, a zwłaszcza ostatnich dziesięcioleci. Wystarczy tu wspomnieć prace Noama Chomsky'ego i Edwarda Hermana dotyczące Ameryki, Arundhati Roy dotyczące Indii, Ha-Joon Changa dotyczące Azji, Bernta Sofusa Tranøya, Asle Toje i Daga Østerberga dotyczące krajów nordyckich, a zwłaszcza wspomnianą wcześniej książkę Einara Má Jónssona, „Örlagaborgin”, z 2012 roku, dotyczącą krajów zachodnich. Zakładam też, że większość pamięta jeszcze jesień 2008 roku.
GAMMA podaje jako przykłady udane projekty, w których prywatne firmy uczestniczyły w projektach państwowych. Wymieniają tak zwane projekty PPP (Public Private Partnership). Projekty te są wyjaśnione następująco: „public-private partnerships, a form of joint investment that gives a privately run firm the right to provide a public service in exchange for an initial investment”.
Podano przykład projektu PPP w budownictwie drogowym w Norwegii: „Grimstad-Kristianstad road in Norway” (str. 23). Chodzi tu o budowę drogi między Grimstad a Kristiansand. Ten jeden przykład musi wystarczyć do krótkiego artykułu; reszta raportu jest w podobnym tonie. Po przedstawieniu takich projektów GAMMA pisze:
„Most infrastructure companies in Iceland are publicly held, but with a wider debate taking place and with successful involvement of private entities in other ventures, the sale of shares held by public bodies would be a logical next step”(str. 43)
Tutaj po pierwsze widać retorykę opartą na starym dualizmie, mówi się o „logical next step”, logiczne tworzy tu skojarzenia z racjonalnością i nauką. To samo pojawia się w wypowiedziach GAMMA w Fréttatíminn: „logiczne, że Islandia sprzedaje przedsiębiorstwa państwowe”. Ma to nas skłonić do wiary i zaufania, że mamy do czynienia z ludźmi myślącymi naukowo, a nie z ludźmi prymitywnych emocji.
Chwyty retoryczne to jedno, poważniejszy jest błąd w argumentacji. Mówi się, że udane projekty PPP, takie jak w Norwegii, powinny prowadzić do sprzedaży przedsiębiorstw państwowych podmiotom prywatnym: „the sale of shares held by public bodies”.
Przy bliższym przyjrzeniu się, projekty PPP polegają na czymś zupełnie innym niż sprzedaż instytucji państwowych. W tym przypadku Norwegowie powinni byli sprzedać wspomnianą drogę lub Norweski Zarząd Dróg podmiotom prywatnym. To, o co chodzi w tym i innych podobnych projektach, to fakt, że państwo norweskie, pod szyldem Statens vegvesen, ogłosiło przetarg na określone prace dla podmiotu prywatnego. Prace polegają na budowie i utrzymaniu określonych odcinków dróg na E18, umowy obejmują 20-30 lat. Zawarto szczegółową umowę z firmą prywatną, która otrzymuje płatności od państwa za każdy rok umowy. W miarę zmniejszania się lub niewystarczającego utrzymania drogi – odpowiednio zmniejsza się płatność państwa na rzecz podmiotu prywatnego. Można go zwolnić, jeśli nie wywiązuje się z zadania.
Zapytana kierowniczka projektów tego typu w Norweskim Zarządzie Dróg, Bettina Sandvin, mówi, że nigdy nie brano pod uwagę, aby dany podmiot prywatny mógł wykupić udziały w Statens vegvesen lub być właścicielem budowanej przez siebie drogi. Odcinek drogi i budowa drogi są i pozostaną w 100% własnością państwa norweskiego, nic innego po prostu nie było przedmiotem dyskusji. Podmiot prywatny jest ściśle związany przepisami Zarządu Dróg, co ludzie nazywają niezbędną kontrolą. Sprzedając majątek państwowy, oczywiście nie da się tego osiągnąć. Bettina mówi, że nie ma jeszcze wystarczającego doświadczenia, aby ocenić, czy takie umowy są korzystne.
Takie praktyki, które można znaleźć również w innych częściach raportu, w środowisku akademickim nazywane są fuszerką. Jako praca licencjacka na uniwersytecie, raport otrzymałby ocenę niedostateczną. Ponieważ wynika z niego, że niektórzy autorzy posiadają stopnie uniwersyteckie, a nawet jeden z nich jest profesorem, jasne jest, że nie chodzi tu o lenistwo i niedbalstwo, lecz o świadome kłamstwa. Kłamstwa, o których mowa, są często nazywane podwójną mową lub „doublespeak” w języku fachowym i są definiowane przez Edwarda S. Hermana następująco:
„The ability to lie, whether knowingly or unconsciously, and to get away with it; and the ability to use lies and choose and shape facts selectively, blocking out those that don’t fit an agenda or program” (Beyond Hypocrisy 1992, 3).
Nie ma znaczenia, czy nazwiemy to kłamstwami, czy manipulacją faktami w imię propagandy. Prace państwowe i samorządowe, wystawiane na otwarty rynek w krajach sąsiednich, są używane jako argument za „logicznym” prawem podmiotów prywatnych do wykupywania przedsiębiorstw państwowych. Ale oczywiście jest tylko jedna przeszkoda, zanim GAMMA będzie mogła przejąć przedsiębiorstwa państwowe:
„In some cases legislation changes would need to be made in order for private investors to become shareholders” (str. 43) lub „an amendment in law” (str. 45).
Wracając do wolności wyboru i demokracji, aby zrozumieć, co się za tym kryje. Ci przywódcy polityczni, którzy nie przeciwstawią się takiemu naciskowi za pomocą ustawodawstwa, sprzedadzą nie tylko Islandię i demokrację obywateli, ale także własną władzę. Na szczycie listy ważnych klientów GAMMA znajduje się biuro premiera, co mówi wiele o powadze sytuacji. Jeśli pozostaniemy przy przykładzie budowy dróg, GAMMA nie chciałaby w tym uczestniczyć inaczej, niż poprzez posiadanie dróg, które zostałyby zbudowane, lub Zarządu Dróg, podobnie jak innych instytucji państwowych. Jeśli staną się właścicielami dróg, nikt nie będzie mógł im niczego nakazać, krytykować, stosować przepisów ani odwoływać się do godnego systemu drogowego. Krzyczenie na swojego posła nie pomoże. Nie ma znaczenia, na kogo głosujesz. Nie ma znaczenia, na co narzekasz. Wtedy święte prawo własności zniszczy demokrację. Łatwo sobie wyobrazić, że opłaty drogowe na drogach krajowych podążą tą samą krzywą, jaką mieszkańcy kraju widzieli na rynku mieszkaniowym – coś, za co GAMMA i inne firmy inwestycyjne są odpowiedzialne. „Właściciele” dróg będą samodzielnie decydować o utrzymaniu i budowie. Jest prawie pewne, że nie będzie to zgodne z wymaganiami użytkowników dróg. Zgodnie z raportem, GAMMA i ich przyjaciele z Global Konsern & co. chcą w ten sposób wykupić Lotnisko Keflavík, Nowy Szpital Krajowy, Landsvirkjun, Orkuveita Reykjavíkur, zbudować kable energetyczne do Wielkiej Brytanii itd. itd.
Okazało się, że pod „logiczną” i racjonalną powierzchnią GAMMA buzuje uczucie zwane chciwością. Przykład został wybrany losowo, ale to samo dotyczy oczywiście innych firm o podobnych zamiarach, a zwłaszcza, jeśli urzędnicy podpiszą umowy o wolnym handlu, takie jak TiSA czy TTiP – różnica polega na tym, że wtedy mamy do czynienia z globalnymi korporacjami. Do tej pory islandzcy urzędnicy zgadzali się na takie umowy i unikali wszelkich dyskusji.
Nadal istnieje możliwość, aby zwykli obywatele Islandii wpływali na swoją rzeczywistość, ale „pracowici” ludzie pracują dzień i noc nad swoim. Ale to prowadzi do sedna sprawy, co wymaga osobnego artykułu: To raczej nie nastąpi, dopóki system będzie kontrolował emocjonalną rzeczywistość wyborców.
Część druga: Późny kapitalizm istnieje dzięki temu, że obywatele nie zadają pytań
Jedną z rzeczy, które George Orwell napisał w swojej dystopii przyszłości, powieści „1984”, było to, że Wielki Brat posiadał wszystko oprócz centymetrów sześciennych w czaszkach obywateli, a miał na myśli mózg. Pytanie, które główny bohater Winston zadaje sobie przede wszystkim, brzmi, czy może mieć opinię sprzeczną z Wielkim Bratem i czy ta opinia może być prawdziwa – a tamto kłamstwem. Walka Partii polega na pokonaniu tej ostatniej „własności” Winstona. Ma zacząć kochać Wielkiego Brata.
Chociaż nie żyjemy w totalitarnym horrorze, jaki opisuje Orwell, pytanie, czy my, jako zwykli obywatele późnego kapitalizmu, posiadamy nasz mózg – nasze myśli i uczucia, a nie otaczającą nas naturę – staje się coraz bardziej palące. Można oczywiście twierdzić, że wszystkie systemy rządów w większym lub mniejszym stopniu wpływają na myślenie i uczucia ludzi; to, co jest nowe w późnym kapitalizmie, to siła systemu: zakres obszaru rynkowego i jego wpływ na korę przedczołową obywateli. Kora przedczołowa (pre frontal cortex) to wrażliwy obszar mózgu człowieka pierwotnego, obszar emocji i racjonalnego myślenia, który jest tak łatwy do zwabienia i manipulowania, i który dyskotekowi chłopcy konsumpcjonizmu uczynili swoim parkietem tanecznym.
W analizach naukowców wykazano, że system późnego kapitalizmu istnieje dzięki temu, że obywatele nie zadają pytań. Że człowiek nie pyta, dlaczego jego córka woli oglądać witryny sklepowe niż otworzyć książkę, gdy ma wolny dzień od szkoły, dlaczego woli iść do sklepu z płytkami niż odwiedzić chorego krewnego. System odciąga obywateli od podstawowego pytania „czy tak musi być?” i tłumi uczucie dyskomfortu m.in. poprzez „konsumeryzację” obywateli poprzez atak na korę przedczołową i poprzez celowe tłumienie w nas uczuć milionerów związanych ze wspólnotą i solidarnością. Konsumeryzacja ma na celu odciągnięcie ludzi od podstawowych pytań, atak na korę mózgową odciąga ludzi od świadomości historycznej, ich uczuć i racjonalnego myślenia, tłumienie uczuć społecznych zmniejsza ryzyko wszelkiego rodzaju buntów – wszak warunkiem wszelkich zmian społecznych jest to, aby ludzie połączyli siły.
Podczas gdy obywatele w państwie Orwella są bezpiecznie tłumieni przez tak zwaną „nieświadomość”, czyli rodzaj końcowego stadium wspomnianych skłonności, to świadomość jest warunkiem zmian w politycznej sztuce Bertolta Brechta, „Decyzji”. Ci, którzy głoszą zmiany głodującym niewolnikom pracy w Chinach, nie powinni okazywać współczucia ani w inny sposób ingerować w ich życie, lecz informować ich, że życie nie musi tak wyglądać – resztą zajmą się sami. Brecht zakłada to, co Orwell przewidział, że zniknie: niezależne myślenie lub świadomość obywateli; i choć ta świadomość była nieaktywna, zawsze można ją było ożywić, uświadomić. Można zgodzić się z Brechtem bardziej niż z Orwellem, ale niezaprzeczalnie trudniej jest radzić sobie z systemem, który zadomowił się w człowieku, niż żyć pod zewnętrzną władzą i uciskiem, jak w przykładzie Chińczyków. W starszych systemach człowiek biczował partię – późny kapitalizm skierował bicz na samego człowieka.
Debata polityczna i gospodarcza na Islandii często koncentruje się na krytyce tych urzędników, którzy przedkładają interesy partykularne nad dobro publiczne, choć większość wie, że jest to zgodne z ich ideologią, ukrytą za podwójną mową i obietnicami wyborczymi. Na podstawie przedstawionych tu założeń dyskusji, ostrze krytyki skierowałoby się również na samego siebie, i na to, czy człowiek sam ma inną rzeczywistość emocjonalną i ideał moralny, na którym mógłby się oprzeć, niż ten, który wynika z nieokiełznanego marketingu i konsumpcjonizmu – i w duchu Winstona: czy człowiek naprawdę wierzy w tę rzeczywistość, choć coraz częściej jest ona kojarzona z czymś staromodnym i nie do pomyślenia. W ten sposób dyskusja nie koncentrowałaby się na westchnieniach socjaldemokratów o „porażce”, lecz pytałaby: czy oni sami wierzą w ten socjaldemokratyczny ideał, który mają zachować w społeczeństwie ludzkim? Można by poruszyć kluczowe aspekty etyki rynkowej: że człowiek jest jednostką, a nie istotą grupową, jest wszechstronnym konsumentem, który myśli przede wszystkim o własnym interesie (nowo wyłożona łazienka jest ważniejsza niż przyjaźń), że wszyscy powinni ze sobą konkurować, że całe życie ludzkie i natura powinny być wystawione na aukcję na rynku prywatnej inicjatywy, że „najlepszy” i „najsilniejszy/najbogatszy” może zagarnąć wszystko, a inni dostają niewiele lub nic, że zyski akcjonariuszy są wyższe niż wszelkie życie i wszelkie ideały, że prywatna inicjatywa nie ponosi żadnej odpowiedzialności społecznej.
Jeśli inna rzeczywistość emocjonalna niż ta będzie coraz bardziej odległa, a współczesny nacisk na „tu i teraz” będzie nadal osłabiał świadomość historyczną i sprzyjał analfabetyzmowi, to pytanie brzmi, z czym walczyć? Winston pracuje dla Partii, przepisując historię na nowo, aby ludzie zapomnieli o swojej prawdziwej przeszłości – ale on wciąż pamięta strzępy tej przeszłości. W tych strzępach leży jego nadzieja.
Zatrzymałem się przy dystopii przyszłości Orwella, aby wyraźnie nakreślić linie dyskusji. Ale aby zrozumieć, że to, o czym tu mowa, należy nie tylko do nieokreślonej przyszłości, ale także do przeszłości – z wyjątkiem wspomnianej wcześniej siły agresji – warto spojrzeć na greckich filozofów. Nie podoba mi się obecne nadmierne uwielbienie Greków, ale ponieważ rzecznicy neoliberalizmu i nieokiełznanego marketingu często mówią o rozumie, logice i racjonalności, a Adam Smith buduje swój obraz człowieka ekonomicznego na przestarzałym racjonalizmie starożytnych Greków, warto przyjrzeć się, co sami mówili o rozsądnym i nierozsądnym rządzeniu.
W 4. księdze „Polityki” (rozdz. V-IX) Arystoteles porusza kwestie tego, do czego należy dążyć i czego unikać w kwestii rządzenia państwami. Zgodnie ze swoją etyką złotego środka (którą można znaleźć również w „Hávamál”), Arystoteles mówi, że państwu najlepiej będzie się wiodło tam, gdzie klasa średnia jest najsilniejsza, gdzie jest najmniejsze ryzyko, że najbogatsi będą uciskać najbiedniejszych, lub że najbiedniejsi będą stale buntować się przeciwko najbogatszym. Najrozsądniejsze państwo opiera się na tym, aby jak najwięcej ludzi żyło w równości i podobnych warunkach. Przeciwieństwem takiego państwa demokratycznego jest tyrania (tyranni), a między nimi oligarchia. Problem polega na tym, mówi filozof, że ci nieliczni, którzy rządzą, muszą być dobrymi i uczciwymi ludźmi. Wtedy okazuje się, że najwyższym celem rządzenia jest zintegrowanie ideału etyki, aby sprzyjać „wewnętrznemu życiu myśli” wśród obywateli.
Arystoteles uważa, że najbardziej nierozsądny ustrój to taki, w którym rządzi mała oligarchia, lub w którym taka oligarchia jest sama rządzona przez kilka bogatych rodzin (Księga 4, rozdz. V). Taki porządek jest bliski tyranii, a tam „ludzie stają się ważniejsi niż prawa”, a interesy partykularne są przedkładane nad interesy tych, którymi się rządzi. Wtedy często znika klasa średnia. Wynik takiego ustroju opisuje on w angielskim tłumaczeniu: „The result is a state consisting of slaves and masters, not of free men, and of one class envious and another contemptuous of their fellows. This condition of affairs is very far removed from friendliness” (rozdz. IV, 6).
Porządek społeczny nieograniczonego marketingu zrodził oligarchię tak zwanej elity finansowej, gdzie mniej niż jeden procent ludności świata posiada więcej niż wszyscy inni razem wzięci. Islandię można by nazwać miniaturą globalnej sytuacji. Przejęcie przez tę elitę władzy polityków jest w różnym stopniu zaawansowane w zależności od kraju, ale władza elity finansowej rośnie. Jeśli wierzyć danym Oxfam, ta elita stanie się grupą kilkuset osób, zanim minie dużo czasu. Często myślimy, że demokracja zapewni kontrolę nad kapitałem, ale demokracja niestety również trafiła na listę zakupów – a wręcz jest wyprzedawana wraz z umowami o wolnym handlu, takimi jak TiSA. Attac i Changemaker są na czele walki przeciwko temu, ale potrzeba więcej ludzi.
W przypadku Islandii można by ewentualnie mówić o oligarchii rządzonej przez bogate rodziny. Jest to nierozsądny ustrój według greckiego filozofa. Tam zanika przyjaźń i poczucie wspólnoty. Społeczeństwo charakteryzuje się pogardą elity dla najniższych i zazdrością najniższych wobec najwyższych.
Dziwne jest czytać ten 2300-letni tekst i jednocześnie czuć, że lepiej opisuje on sytuację na Islandii w roku 2017 niż jakikolwiek tekst współczesnych. Człowiek ma wrażenie, że zbyt wielu ludzi stara się dostać do elity bogaczy. A dopóki masy dążą do tego, myśl systemu jest „niewidzialna”, staje się czymś przyjętym, co zakłada się bez pytania. Jeśli prawdą jest, że ideologia nieokiełznanego marketingu zaczęła zadomawiać się w emocjonalnej rzeczywistości Islandczyków, to dyskusja musi to uwzględnić. Pewien wgląd w ludzką duszę mówi, że nie można odsunąć się od rzeczywistości emocjonalnej za pomocą argumentacji czy ogólnego rozsądku (por. napisanie logicznego artykułu), takie podejście nie pomaga na przykład u psychologa. Moja jedyna droga do zrozumienia wydarzeń ostatnich lat na Islandii to emocje. Z rozsądkiem i logicznym myśleniem jako bronią, człowiek niczego nie rozumie.
Świadomość historyczna jest związana z emocjami, ponieważ, jak pokazała psychologia poznawcza, przeszłość żyje w każdym człowieku głównie w formie emocji. Chińczycy w przykładzie Brechta wyrywali się z 2000-letniej tradycji ucisku. Arystoteles porusza ten aspekt tradycji, mówiąc, że niestety może stać się „standardowym nawykiem” w społeczeństwach, aby nie dążyć do równości, a nawet pozwalać innym sobą rządzić (Polityka, IV, IX, 12). W tym duchu można zrozumieć, że islandzka ludność ma długą tradycję pozwalania na rządzenie sobą z zewnątrz, i to bez stawiania jakichkolwiek wymagań dotyczących równości. Czy to duńska arystokracja, czy duńsko-islandzka, monopol handlowy czy poddaństwo, czy też kilku wodzów osadniczych, którzy panowali jak mali królowie nad celtyckimi niewolnikami – jeśli to jest ta emocjonalna rzeczywistość, która mieszka w większości ludzi, to nie dziwi, dlaczego ludzie tak gorliwie i bezkrytycznie podążają za przesłaniami płynącymi z zewnątrz – teraz w formie neoliberalizmu. Dziedzictwo emocjonalne historii powinno zacząć być włączane do dyskusji. Einar Ólafur Sveinsson napisał kiedyś, że wielkość islandzkich sag polega na tym, że nigdy nie były „ślepo naśladowane” zagranicznych wzorców. Teraz ludzie ścigają się, aby naśladować wielkie narody i zapominają o swoich cechach szczególnych.
Jeśli jest w tym coś prawdy, należałoby wejść w tę emocjonalną rzeczywistość i zapytać o jej zasadność z perspektywy innych uczuć, takich jak stare poczucie moralności, godność ludzka, idea społeczna, szacunek dla natury, a także świadomość historyczna. Przez stare poczucie moralności rozumiem na przykład etykę naszych pogańskich przodków, że „każdy powinien odpowiadać za swój ogień”, że każdy ponosi odpowiedzialność za własne wybory i własne czyny, co byłoby bez wątpienia zdrową etyką dla świata finansów. Wiele by zyskało, gdyby taka etyka została wprowadzona w życie. Warto pamiętać, co antropolodzy podkreślali – że ten wrażliwy i narażony gatunek, homo sapiens, przetrwał miliony lat właśnie dlatego, że grupa trzymała się razem. Uczy się nas myśleć, że marzenia o ideach społecznych kończą się w Gułagu Syberyjskim, podczas gdy indywidualne marzenia prowadzą do raju, jak pisze szwedzka Nina Björk.
Jeśli ktoś na przykład marzy o życiu w demokracji, która ma kontrolę nad siłami gospodarczymi, można się spodziewać, że usłyszy, jak neoliberałowie nazywają to marzeniem i utopią. To właśnie rządy sił prawicowych na całym świecie są coraz częściej bezkrytycznie kojarzone z „rozsądkiem” i „racjonalnym myśleniem” – inni to dziecinni marzyciele, którzy kierują się emocjami. Właśnie tutaj odrobina świadomości historycznej obnażyłaby kłamstwo: że wszystkie zmiany w historii ludzkości można przypisać marzycielom, „rozsądni” płyną z prądem jak martwe ryby. Ja raczej mówię: więcej marzeń, więcej utopii, zanim zniknie wspomnienie piękniejszego życia ludzkiego. Debatę na temat socjalizmu na Islandii w ostatnich miesiącach należy przyjąć z radością.