
Wiadomość
10 maja 2018Chce zlecić zbadanie prywatyzacji Granda
„Musimy rozliczyć się z neoliberalizmem, nie tylko z tym, jak obniżono podatki dla bogatych, podważając w ten sposób system opieki społecznej, ale także z tym, jak kilka rodzin zdołało przejąć własność publiczną. Dla nas, mieszkańców Reykjavíku, sprzedaż Bæjarútgerðin jest w tym względzie najcięższa. Ta sprzedaż zapoczątkowała neoliberalizm i prywatyzację własności publicznej w Reykjavíku” – mówi Reinhold Richter, główny przedstawiciel związkowy w Ísal i kandydat socjalistów w Reykjavíku.
Sprzedaż udziałów Kristjána Loftssona i jego wspólników w HB-Granda niedawno skłoniła Reinholda do zbadania sprawy. Rodziny Kristjána i jego partnerów biznesowych sprzedały swoje udziały za 21,7 miliarda koron Guðmundurowi Kristjánssonowi z Brim. Kristján i jego wspólnicy nabyli swoje udziały w HBGranda w 1988 roku, kiedy wraz z Sjóvá kupili 78% udziałów miasta Reykjavík w Granda.
„Burmistrz Davíð Oddsson sprzedał tym ludziom udziały mieszkańców miasta w Granda za 500 milionów koron w 1988 roku” – mówi Reinhold. „W dzisiejszej wartości to około 2 070 milionów koron. A udziały, które zostały sprzedane niedawno, to tylko część tego, co Davíð sprzedał w 1988 roku. Kristján i jego wspólnicy zapłacili prawdopodobnie około 1 400 milionów koron w dzisiejszej wartości za to, co sprzedali za 21 700 milionów koron. Zyskali więc ponad 20 miliardów koron dzięki kumoterstwu. Nazywa się to kleptokracją, oligarchią, gdzie prywatni przyjaciele władców czerpią zyski z przejmowania własności publicznej. Taka jest sytuacja w Rosji i wielu krajach Europy Wschodniej, ale na Islandii ten stan trwa od wielu dziesięcioleci.”
Reinhold mówi, że przykład jest prawdopodobnie jeszcze gorszy. Kiedy Davíð Oddsson był burmistrzem i uratował Ísbjörninn przed bankructwem w 1985 roku, łącząc tę firmę z Bæjarútgerð Reykjavíkur, skarb miasta przejął znaczne długi firmy, w wysokości prawie 1,5 miliarda koron w dzisiejszej wartości.
„Można by więc twierdzić, że burmistrz Davíð sprzedał udziały mieszkańców miasta za prawie nic” – mówi Reinhold. „Te same udziały, które zostały sprzedane niedawno za 21,7 miliarda koron. Za tę kwotę można by coś zrobić. Coś mądrzejszego niż oddanie Kristjánowi Loftssonowi i jego wspólnikom. Wątpię, czy mieszkańcy miasta zagłosowaliby dziś na taki wynik.” Zauważa, że 20 miliardów można by wykorzystać jako 20% wkład początkowy na budowę czterech do pięciu tysięcy mieszkań.
Reinhold proponuje, aby ta historia została zbadana. „Chociaż nie możemy odzyskać tych aktywów ani zysków od tych, którzy je przejęli, to przynajmniej lepiej znać historię. Jak własność publiczna została przekazana nielicznym w latach neoliberalizmu” – mówi Reinhold.
Bæjarútgerð Reykjavíkur została założona po wojnie, aby zapewnić pracę rybakom i robotnikom w Reykjavíku. Była prowadzona z godnością do końca lat siedemdziesiątych, kiedy to popadła w kłopoty, podobnie jak większość firm rybackich w kraju. Pomimo rozszerzenia wód terytorialnych, połowy zmniejszyły się, a nadmierne inwestycje obciążyły przemysł rybacki. System kwot został wprowadzony właśnie po to, aby zmniejszyć inwestycje i obniżyć koszty połowów.
Ale zanim efektywność systemu kwot zdołała poprawić działalność miejskich przedsiębiorstw rybackich, zostały one sprzedane, nie tylko w Reykjavíku, ale także w Hafnarfjörður, Akureyri i innych miejscach. Byli to więc prywatni właściciele, w większości przypadków wtajemniczeni i głęboko zakorzenieni członkowie Partii Niepodległości, którzy czerpali zyski z systemu kwot. Społeczeństwo, właściciele miejskich przedsiębiorstw rybackich, nie otrzymało nic.
„To była równie krwawa prywatyzacja, jak prywatyzacja banków w swoim czasie” – mówi Reinhold. „To miejskie przedsiębiorstwa rybackie i przedsiębiorstwa ruchu spółdzielczego postawiły Islandczyków na nogi po wojnie. Zostały założone, aby zapewnić ludziom pracę. Dziś te aktywa publiczne i dawne aktywa społeczne znalazły się w rękach kilku rodzin, które nie wahają się zamykać zakładów przetwórstwa rybnego i zwalniać dziesiątek i setek pracowników, jeśli uważają, że mogą na tym zarobić. Prywatyzacja nie dotyczy więc tylko koron i pieniędzy, ale także tego, aby ludzie mogli żyć w bezpieczeństwie i mieć stabilne źródło utrzymania.”